Legenda – Lipa mongolska

Jeszcze całkiem niedawno przy drodze pomiędzy Strzemieszycami a Kazdębiem, rosła okazała i stara lipa. Po jej zwaleniu się ze starości, na pamiątkę tego miejsca i starej lipy, ludność Strzemieszyc wzniosła krzyż pamiątkowy, mający przypominać rosnącą tu od wieków lipę mongolską oraz związaną z nią legendę.

Zgodnie z tym co udało się zapisać Marianowi Kantorowi-Mirskiemu w 1932 roku, legendarna historia wydarzyła się w 1241 roku, kiedy to na Polskę najechali Tatarzy. Na tereny dzisiejszych Strzemieszyc również dotarli i to całkiem licznie, bo oddział tatarski liczył aż kilkuset wojowników. Na swój obóz wybrali pobliskie wzgórza, z których mogli obserwować całą okolicę. Najeźdźcy siali przerażenie i strach, a miejscowa ludność z braku możliwości ucieczki, czekała na najgorsze. Ocalić wszystkich postanowiła córka miejscowego kmiecia, zwana Dobrochną. Dziewczyna była piękna i mądra, a przede wszystkim wrażliwa. Postanowiła spotkać się z wodzem Tatarów i błagać go o pozostawienie wioski i tutejszych ludzi w spokoju. Wódz oczarowany Dobrochną obiecał, że nic złego ludziom nie wyrządzi, ale pod jednym warunkiem: Dobrochna miałaby całkowicie dobrowolnie zostać przy wodzu, czyli zostać jego żoną. Dziewczyna się zgodziła i umówiła się z wodzem na wieczór, na spotkanie pod starą lipą, gdzie wódz gotowy do opuszczenia tych okolic zabierze ją ze sobą. Niestety ludność osady nie była pocieszona tym wszystkim, bo poświęcenie dziewczyny oznaczało, że już nigdy jej nikt z nich nie zobaczy. W wiosce zapanował smutek. Także Witka, sierota przygarnięta przez rodziców Dobrochny, zmartwiła się powstałą sytuacją. Chcąc odwdzięczyć się za okazane jej dobro, postanowiła zastąpić Dobrochnę i poświęcić się za nią. Tak też się stało. Witka ubrała się w suknię Dobrochny i w wyznaczonym czasie czekała pod lipą. Wódz obserwujący okolicę zauważył dziewczynę i ruszył do odejścia. Witka po tym jak tylko znalazła się przy wodzu, ponaglała go do szybszego odejścia. Tatarzy nie znający okolicy polegali na niej, a ona pokazywała im drogę. W międzyczasie pozostawiała za sobą ślady, licząc że być może ktoś je dostrzeże i ją odnajdzie, jeśli uda jej się uciec. Tym samym prowadziła ich oddział prosto w topieliska. Pędząc, ponaglani przez Witkę Tatarzy, wpadli w trzęsawiska w okolicach dzisiejszego Kozibrodku. Witka wykorzystując zamieszanie wyskoczyła z wozu wodza, ale niestety także utonęła w trzęsawisku, tak jak wszyscy Tatarzy. Dopiero rano okoliczna ludność wyruszyła szukać dziewczyny i po zostawionych śladach dotarli aż do trzęsawiska, ale niestety Witki nie odnaleziono. Na pamiątkę tego wydarzenia i na cześć dziewczyny lipę nazwano mongolską, bagno odtąd nazywano Trzewiczkiem, tam gdzie odnaleziono groniec bursztynowy mówiono Groniec, a w miejscu gdzie zauważono czapice tatarskie zaczęto je nazywać Kozibrodkiem. Nadzwyczajne jest to, że wszystkie te nazwy przetrwały do dnia dzisiejszego, przypominając o dzielnej dziewczynie, która uratowała miejscową ludność przed śmiercią z rąk Tatara.

Legenda nie jest niestety prawdziwa, aczkolwiek użyte w niej lokalne nazwy faktycznie funkcjonują do dnia dzisiejszego. Tatarzy również byli w tym czasie obecni w pobliżu, ale pod Krakowem i ruszyli dalej w głąb kraju, omijając Strzemieszyce a przechodząc przez Racibórz. Tym bardziej wydarzenie te były mało prawdopodobne, ponieważ prawdziwa historia Strzemieszyc rozpoczyna się dopiero od XV wieku.